Czytasz
Joanna Pisarska o tomiku wierszy Marka Dobrowolskiego – „Ciemnofioletowy”

Joanna Pisarska o tomiku wierszy Marka Dobrowolskiego – „Ciemnofioletowy”

Ciemnofioletowy, co w sobie kryjesz?

 

A może tak jest właśnie najlepiej. Odnaleźć właściwy – nierozjaśniony, nierozmyty, niepodrasowany – wyraz swojej duchowej egzystencji. Odkryć, kim się naprawdę jest – bez retuszu, bez oglądania się na zdanie innych, bez ulegania presji własnej ambicji. Pokochać tę nowo odkrytą prawdę, uznać, że skoro jest właśnie taka, to znaczy że właśnie taka jest dobra i piękna.
Co więc czytamy, dokąd i jaką drogą prowadzi nas tekst tomiku, odsłaniający wewnętrzny świat Ciemnofioletowego? Czy potrafi i czy jest w stanie doprowadzić nas do granic poznania?

Zaczyna się ta droga w błękitach – „Wiersze są takie błękitne” to tytuł pierwszego rozdziału i siłą rzeczy jednocześnie pierwsze słowa autora w całej książce – więc przejście do fioletu i kiru zaskoczy nas jak szybkie dojrzewanie. Zielona Pani w książce C. S. Lewisa „Perelandra” mawiała po każdym takim odkryciu, zresztą bez żadnych negatywnych skojarzeń: jestem teraz starsza. Tu, z wiersza na wiersz, stajemy się ciemniejsi, bezbłędnie wyczuwając, że te utwory nie będą nas głaskały: kto zatruł radosną puentę/ kto ma moc/ zmieniać myśli// w nie swoje/ słowa. Proces twórczy, któremu poświęcony jest pierwszy rozdział, staje się obrazem zmagań nie tylko z pisarską niemocą (gdzie cię szukać/ weno moja), ale także z własnymi słabościami (walizka pełna próżności), z rozczarowaniem (zapomniałem/ że nie umiem śpiewać), z cierpieniem (najlepsze wiersze/ powstają z cierpienia) i bólem (przecież nie o tym chciał pisać/ przecież miało nie boleć), z niechcianą samotnością (gdzie jesteś/ najukochańsza) i poczuciem opuszczenia (normalny/ jest nikomu niepotrzebny). Błękitne wiersze pisane białym piórem, zaciemnione i zranione, wchodzą w dialog z innymi twórcami, tymi, którzy odeszli już z tego świata (talent/ miłość/ i śmierć// spotkały się) i od których mogą uczyć się o tym, co po nas ostatecznie pozostaje najlepszego: i pozostała cisza/ mądra cisza (…) i pozostała poezja/ wierna poezja. A ta, mimo utrudzenia długą i niełatwą drogą, zahartowana wewnętrznymi walkami ona tak szybko/ nie odchodzi.

Nie odchodzi, ale wprowadza nas w inny wymiar, w „Przestrzeń pod gwiazdami”, kolejny rozdział, wymiar kosmiczny, ale jednocześnie bardzo fizykalny i biologiczny, mierzalny – optycznie, sensorycznie, emocjonalnie. Rozglądamy się po świecie Ciemnofioletowego od prawej/ daleko/ tam gdzie rośnie drzewo/ posadzone przeze mnie, zerkamy wyżej aż po czubki drzew i jeszcze wyżej, dokąd prowadzi już tylko droga mleczna/ zapowiedź/ lepszego dnia, gdzie miłość/ to wschodzące słońce, a negliż tak słodko/ zdradza tajemnicę/ raju. Zespolenie z naturą to jednak także płynięcie wraz z nią przez wodną toń szarpaną brzuchami kajaków, gdzie nie wolno nam zapominać, że łabędzie też umierają i że podlegając prawom tego zespolenia, starzejmy się, kurczymy niejako, i chociaż jeszcze przez chwilę dech zapiera/ gdy stąpam bosą stopą/ a mech całuje mnie// pomiędzy palcami, to wkrótce, może całkiem niebawem całować będziemy drzewa tylko po stopach.

I również tylko przez chwilę ciemnofioletowe ważki/ (…) obradują w zaroślach/ nad życiem, bo przecież losem Ciemnofioletowego jest stanąć „Na rogatkach życia” w kolejnym rozdziale swojej drogi, prowadzącym przez peryferie miasta, przez starą fabrykę/ z przeciekającym dachem (…) za filarami której czaił się koszmar i gdzie wszechobecne okna zaglądają/ do mego wnętrza// widzą więcej ode mnie/ w zamian/ nie pokazują nic.

To moment graniczny, poeta odtąd kontynuować będzie ciemnofioletową podróż w głąb swojego wnętrza, jak przydrożny/ kamień zamieszka w sobie/ z całym dobytkiem. Tam szybko odkryje, że nie płynie tu rzeka i że moja przepaść/ jest sucha/ skalista/ i martwa (…) a zasiane ziarno/ nadziei// nie ma/ szans. Że życie// wyrwane z piersi/dziwnie/ nie swoje, że chyba wręcz to musi być wnętrze/ trumny. Czy możliwe jest drążyć dalej? W swoim trzecim tomiku pt. „Jestem niewielką ścieżką” z 2016 roku Marek Dobrowolski napisał (str. 28): wczoraj/ nie będzie (…) dziś/ już się kończy// jutra/ nie było. A teraz bierzemy do ręki kolejny tomik i stało się jutro, w którym Ciemnofioletowy godzina po godzinie, minuta po minucie próbuje rodzić się na nowo:

***
codziennie
rodzę się na świat
siłami natury
chociaż zrywanie się z łóżka
bardziej przypomina mi
cesarskie cięcie
dopiero chłodny prysznic
jak klaps przy narodzinach
pobudza do życia
(…)

Jak zrozumieć pokiereszowane/ życie, egzystencję w ciągłym strachu/ doczesności i to, że okradziono/ moje ziemskie życie/ z radości, a ciernisko/ w środku/ zrobiło się samo? Czy kolejny etap drogi, na który wejdzie Ciemnofioletowy, a my razem z nim – „Szukając bliskości” – przyniesie ulgę? Rozwiązanie? Ocalenie? Początkowo zdaje się ku temu właśnie prowadzić: spotkała się przyjaźń z przyjaźnią, (…) na pewno będą ku sobie i Ciemnofioletowy czuje, że może coś się zaczyna zmieniać, powoli i niekoniecznie spektakularnie, ale jednak: mam wrażenie/ że jestem sam/ i że nie jestem/ sam. Kolejny zawód (w sercu nosisz/ plasterek cytryny) i kolejny (wsłuchuję się/ w fałszywą nutę), i kolejny (palce krwawią od ostrych/ jak brzytwa/ strun zawiści) prowadzą do wycofania się, a nawet lęku: boję się tych relacji.

Zatrzyma się Ciemnofioletowy w swojej wędrówce w głąb siebie, w swoim poszukiwaniu zrozumienia, w swoim przemożnym pragnieniu bliskości. Zatrzyma się i w ostatnich wersach tego rozdziału skonstatuje: i tak czekam/ do dziś/ na dobre słowo/ pół przytulenia// na miłość. „Poczekaj poczekaj” – odpowie sam sobie niemal natychmiast, wprowadzając nas w rozdział kolejny. Tu dopiero zacznie się nieposkromiony ocean/ zwątpienia. Będzie się budził przygnieciony zimnym kamieniem, gdy moje myśli/ odarte/ z wiosennych kolorów/ błądzą w oparach alkoholu, gdy na szyi zaciska się pętla/ i dusi, gdy czuje, że stał się jak karykatura kreatury.

Napisałam kiedyś w zakończeniu nieopublikowanego wiersza pt.: „Glosa do Rilkego” z 2015 roku:

(…)
kto naciśnie klamkę z drugiej strony
wejdzie
zapłacze

Ale on już przecież na to nie liczy, Ciemnofioletowy idzie teraz drogą Mozarta:

(…)
usłyszałem wyraźnie
niezapisane niegdyś
zakończenie
żałobnej mszy

Mozart rzęził
zdążę
wytrzymam
muszę

jutro
jest tyle
do zrobienia

Więc co? Więc: próbuję dostać się/ albo wydostać/ z kłębowiska upadłych myśli// uciec z pożaru/ warchlaków, więc: leczę się wtedy kotem/ przytulam go mocno/ aż poczuję pazury, więc: upuszczę złej krwi, więc: powiększać będę/ sobie/ uśmiech, więc: nigdy/ nie powiem już/ nigdy.

Ano: poczekaj/ poczekaj. Bo właśnie teraz coś do powiedzenia postanowił mieć świat – „W maseczce”. (…) świat ukląkł/ na jedno kolano. Przeszliśmy przez to wszyscy. Przez opustoszałe ulice wielkich miast. Przez zamknięte obszary leśne, niedostępne w Dniu Zadusznym cmentarze. Przez polowe szpitale, układanie chorych rzędami na salach gimnastycznych, dwumetrowe odległości pomiędzy pacjentami czekającymi na mrozie w beznadziejnie długiej kolejce do onkologa. Przez mandaty, kiedy na dyżur do szpitala jechały w samochodzie trzy pielęgniarki zamiast dwóch. Przez strach przed szczepionką – nie wiadomo, czy nie większy od tego przed wirusem. Przez strach przed samotną śmiercią. Samotnym pogrzebem. Przed własną śliną.

Ciemnofioletowy zasłonił twarz maseczką/ i nie wiadomo/ czy wargi zagryza/ czy się uśmiecha. Zwarł się w sobie. Okrzepł. Żartuje nawet: człowiek w kagańcu/ tak jak my psy od zawsze. Żegna tych, którzy odeszli, na przekór zimnemu wiatrowi kupuje owocowe lody i liczy na to, że na razie końca świata nie będzie i że coś się skończyło/ coś zacznie.

Tak. Właśnie wtedy za naszą wschodnią granicą zaczęła się wojna.

Zaczęła się wojna i świat/ zaczął pisać/ nową historię/ na brudno, a z ziemi do nieba wzniosła się, zawołała, załkała jak kolejny rozdział „Udręczona krew”. Nie tylko Ciemnofioletowy wtedy powie: chciałem zejść/ z tej życiowej areny/ po cichu// nie wyszło, gdy tymczasem kolejny wybuch (…) zapalam kolejną/ świecę (…) żołnierze wroga/ nie bez powodu/ zasłaniają twarz szmatami (…) a trupy/ są/ niepodpisane. Ale przenikliwy autor widzi dylematy po obu stronach: młody żołnierz (…) modli się by go nie zestrzelili/ w powietrzu// drugi żołnierz w okopach (…) na szyi ma medalik/ a na ustach modlitwę/ w intencji by trafić. Tylko strusie potrafią w takiej sytuacji schować głowę w piasek, a świerszcze (…) chowają w schronach instrumenty. Na ciemnofioletowej drodze, wśród ścieżek zagubionych w rozpaczy, w koleinach naszego niedowierzania wznosimy niemy głos: o wojno/ mordujesz ludzi/ pełnych piękna! I już widzimy za Ciemnofioletowym, że nie tylko wojna, nie tylko pożary, wybuchy, zamachy, ale i słowa potrafią ranić (…) jak brzytwa, i czyny mogą okaleczać (…) wydłubują oczy, a bywa że zło spotka się/ ze sobą/ w słowach i czynach. Dzieje się to na ulicy, dzieje się to pośród ludzi, dzieje się to we własnym domu, dzieje się po wstaniu z łóżka i przed lustrem, dzieje się w kąciku dziecięcego pokoju. Tak, w ich żyłach/ udręczona krew.

A potem „Przyszli po mnie Aniołowie”. Powieki zamknięte/ otwarte niebo (…) szept bijącego dzwonu/ milknie/ niczym zranione serce, bo każda bliska osoba odeszła nie w porę (…) Odeszła/ w ciemność/ a może właśnie w jasność – wraca jak refren przez pustkę w sercu, przez szarą dziurę w sercu, przez rozsypany bałagan, który wydaje się/ że nie do uprzątnięcia, przez głęboki wdech i uśmiech do śmierci/ tuż przed śmiercią/ tak na złość/ i na poważnie – melodia nadziei, nowa ciemnofioletowa szansa: teraz rozpoczyna się/ nowa misja/ i dla mnie/ i dla Was. Wyzwolenie.

Ciemnofioletowy chce więc pożegnać się ze światem już teraz. Oddaje się prowadzeniu wiary, bierze swój krzyż/ cierpienia i zbawienia, paradoksalnie czując się uwolniony/ jak Barabasz, słucha słowa Bożego/ jakby pierwszy raz, by zresetować lata życia/ i potem cudownie ozdrowieć. Wiara jest ciemna, ale jest jednocześnie światłem. To jeden z jej paradoksów. Św. Jan od Krzyża pisze w jednym ze swoich listów: Żyj w wierze i nadziei, choćbyś chodziła wśród mroków, bo w tych mrokach Bóg zbliża się do duszy (List 20). Ciemnofioletowy upada na swojej drodze, upodobnionej jakże do drogi bolesnej, Via Dolorosa, Via Crucis, drogi krzyżowej Chrystusa, ale podnosi się i idzie dalej, porządkuje swoje doczesne sprawy przy kratkach konfesjonału, rodząc w sercu Boga, który będzie potem (…) pojednaniem przyświecał/ ponad podziałami/ ponad pychą. I któremu zechce odpowiedzieć – jak w tytule ostatniego już rozdziału – miłością na miłość – Dzieciątku/ przecież się/ nie odmawia.

A żegna się słowami, które również mogą zdawać się paradoksalne i ciemne, ale które zawierają tę samą odpowiedź miłości. Miłości wezwania, miłości apelu. Miłości szerokiej i dodającej otuchy. Która podniesie ze smutku, wyprowadzi z doliny łez tych, którzy po nas pozostaną.

***
a na moim pogrzebie
nie smućcie się
płaczcie lepiej z radości
i mówcie
że zawsze kochałem
choć może tego
nie było widać
(…)

Więc skoro dotarliśmy aż tutaj, pokochajmy ciemnofioletowy kolor, ten kolor/ jest jak moje wiersze, kolor kamiennego serca każdego z nas, wezwanego do skruchy, do wewnętrznej przemiany. Niech odpowiedź zrodzi kolejną odpowiedź, miłość zrodzi miłość, a zrozumienie – zrozumienie. Bowiem, jak mówi św. Paweł Apostoł (1 Kor 13, 12): Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz. Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.

Joanna Pisarska

______________________________________________
Marek Dobrowolski – urodził się w 1962 roku w Białymstoku. Z wykształcenia ekonomista, z zawodu bankowiec, z zamiłowania poeta. Członek Nauczycielskiego Klubu Literackiego w Białymstoku. Swoje życiowe doświadczenia i przemyślenia przedstawia w wierszach, tekstach satyrycznych oraz w aforyzmach i fraszkach. Twórca Erotomei, laureat I nagrody w Czerwcowym Konkursie Jednego Wiersza, Łomża 2010 za wiersz ***pomiędzy mną a śliwą. Samodzielnie zadebiutował tomikiem wierszy Między ziemią niebem a mną (2010). Następnie ukazały się tomiki: „To nie my wymyśliliśmy raj” (2012) oraz „Jestem niewielką ścieżką” (2016), „Ciemnofioletowy (2023), „Jednym słowem kobieta” (2023). W najbliższych planach wydawniczych ma publikację fraszek i aforyzmów.

Joanna Pisarska, poetka z Białegostoku, członkini Nauczycielskiego Klubu Literackiego. Autorka tomików poetyckich: Wrócę tu jeszcze (2003), Podróż wewnętrzna (2011), Szepty na wodzie (2012), Pośrodku Nocy (2023), współautorka zbiorów poezji  z serii Kajety Starobojarskie: Ona (2007) i Przez mrok przez błękit (2014). Współredaktorka tomów poezji i poetyckich antologii.

 

 

 

 

 

 

 

 

Przewiń do góry
Skip to content