Czytasz
Proza poezji pełna, czyli odpowiednie dać rzeczy słowo. Twórczość prozatorska Wiesława Szymańskiego
pl Polish

Proza poezji pełna, czyli odpowiednie dać rzeczy słowo. Twórczość prozatorska Wiesława Szymańskiego

Artykuł jest referatem wygłoszonym przez autorkę podczas gali rozstrzygnięcie XIV edycji WKL „O Srebrne Pióro MDK” im. Wiesława Szymańskiego 17 czerwca 2021 r. w Młodzieżowym Domu Kultury w Białymstoku

Proza poezji pełna, czyli odpowiednie dać rzeczy słowo.
Twórczość prozatorska Wiesława Szymańskiego

Twórczość prozatorska Wiesława Szymańskiego (1957-2013) nie jest bardzo obszerna, wydał on tylko jeden zbiór prozatorski zatytułowany Skrawki (wyd. Forma, Szczecin, Bezrzecze, 2010). Przy lekturze zebranych w nim utworów istotna jest kwestia pokoleniowa, ponieważ odbiór tej prozy w dużej mierze uzależniony jest od czytelnika oraz od tego, do jakiej należy on generacji. Twórczość prozatorska Wiesława Szymańskiego, oprócz tego, że dla pokoleń wcześniejszych jest zbiorem tego, co znane i ważne, to dla pokoleń młodszych stanowi cenne źródłem historii, wartości oraz kontekstów, a dzieje się tak, ponieważ ma ona w sobie coś z dziennika, z pamiętnika, bo są to jakby zapiski z życia codziennego, które miały przede wszystkim służyć zachowaniu pamięci.

Była to jednak pamięć jednego pokolenia, jednej tylko generacji. Proza Wiesława Szymańskiego mocno osadzona jest w kontekście społecznym i politycznym ostatnich lat XX wieku, ale również autobiograficzny wymiar tekstu ma duży wpływ na odbiór całości. Świat Skrawków to świat „prywatnych” doświadczeń, związanych z biografią twórcy a także z jego rodzinnymi stronami. Wcześniejsze generacje, jak wspominałam, odnajdą w tym zbiorze kawałek swojej historii. Dawną codzienność, dawny, dobrze znany Białystok oraz skrupulatnie gromadzone i przechowywane wspomnienia. Jednak do głosu dochodzą pokolenia nowe i nie tylko poszukują one w literaturze czegoś innego, ale również stawiają jej inne wymagania. Dla młodszych pokoleń lektura takich utworów nie jest łatwa, bo nie jest oczywista. Wymaga bowiem od młodego cztelnika wiedzy, bez której można by było prozy Szymańskiego nie zrozumieć i w efekcie nie docenić.

Oczywiście, autobiograficzno-dokumentalny charakter nie jest wadą tej twórczości. Wręcz przeciwnie, wydaje mi się, że to wspaniała rzecz, móc dzięki literaturze poznawać świat. Wiedza, która będzie musiał zdobyć młody człowiek, by lepiej zrozumieć tę prozę, wzbogaci go i pozwoli mu dostrzec to, co z pewnością ominąłby, nie spoglądając nigdy ku przeszłości. Prozatorska twórczość Szymańskiego zyskuje dzisiaj nowego czytelnika – jest to spojrzenie kolejnego pokolenia. Skrawki, odczytane po raz wtóry, innym okiem i innym duchem, zyskują nową wartość. I właśnie pewna nowość, odmienność spotykana przez młode pokolenie w prozie Szymańskiego ma dużą wartość sama w sobie, ponieważ pozwala – w pewien sposób – ponownie odkrywać prozę po raz pierwszy.

Dla młodszego pokolenia utwory zawarte w zbiorze stanowią przede wszystkim świadectwo świata. Dzieje opisane nie tylko przez prozaika, pisarza, artystę ale również przez człowieka, który zadziwia się i jednocześnie zachwyca otaczającym go światem. W Skrawkach, w jednym z pozoru narratorze tkwi wielu: to oczywiście racjonalny prozaik, ale również gawędziarz, dociekliwy dziennikarz, którego uwagi nie uchodzi nic, wrażliwy, liryczny poeta, momentami szyderca i prześmiewca. Postać, zadanie i rola narratora tej prozy są wyraźnie zaznaczone, pozwalają zauważyć, że Szymański to twórca, który chce pisać o wszystkim, bo wszystko zasługuje na jego uwagę, a wszelkie sfery życia są w tym utworze równie ważne. Zdaje się nawet, że autor z jednakową uwagą przygląda się sztuce – sztuce Kukawskiego, Reguckiego, płótnom, odlewom, akwarelom – jak i łososiom, szczupakom, karpiom w ich dziwacznej połyskliwości, czy zwyczajnym (lub wcale nie tak nawet zwyczajnym) razowcom, wileńskim i chlebom na tataraku. Szymański to przede wszystkim baczny obserwator, który w swojej prozie zwrócił uwagę na rzeczy z pozoru najzwyklejsze. Być może można w tym miejscu nazwać go piewcą codzienności? Lub po prostu: piewcą życia, które w każdej swej formie – wykwintnej czy nie – zasługuje na uważną obecność.

Na tym poziomie szczególnie widoczna, a zarazem istotna, jest refleksyjność tego tekstu. Krótkie zapiski koncentrują się wokół pewnych detali pamięci, w których fabuła stanowi jedynie pretekst do stawiania pytań. Proza Szymańskiego poprzez ukrytą w niej refleksję, zdaje się jakby dążyć do zatrzymania goniących, niemyślących, zabieganych, tych, którzy nie dostrzegają piękna przeplatających się ze sobą: sztuki i codzienności. Możliwe, że Skrawki to proza-odpowiedź na dzisiejszy i przyszły zapewne czas – czas pogoni i pośpiechu, czas braku namysłu, braku zachwytu, czas, w którym co najwyżej chleb i bułka, ryba i obraz, ale nie gryka jak śnieg biała i nie rumiane obwarzanki, co rwą się do bijatyki.

W tej zwięzłej formie kolejnych skrawków zawiera się wielkie bogactwo spostrzeżeń, czułej i uważnej obserwacji świata, który kryje się dookoła nas. I aby ten świat wydobyć, aby go pokazać, Szymański posługuje się prozą bardzo plastyczną, prozą poetycką, zwiewną, lekką, opisem bogatym w środki zgromadzone niczym w poezji, których bogactwo z jednej strony zadziwia i zastanawia, a z drugiej – oczywiście – urzeka. Autor posiadał tak niezwykłą i nieograniczoną zdolność do wychwytywania sygnałów z otoczenia, czytania świata zmysłami, że jego utwór staje się momentami nad wyraz sensualny: dźwięki, a raczej ich brak, kolory, zapachy – wszystko odwołuje się do zmysłów czytelnika i jeszcze bardziej przyciąga jego uwagę. Bo to właśnie użycie języka w Skrawkach urzeka najbardziej. Język Szymańskiego staje się nieprzezroczysty, stanowi miłą uchu zaporę. Na niej – zanim zastanowimy się nad sensem czy zdarzeniami – zatrzymuje się uwaga czytelnika, który chce zgłębić cel zastosowania takiego właśnie stylu – stylu pełnego kontrastu, skrajności, płynnego przenikania się różnych języków.

Proza Szymańskiego to właśnie taka gra, to zabawa słowem, popis formy i zakrycie zdarzeń kurtyną słów. Autor ciągle zaskakuje, bo stosując na pozór nieskomplikowane zabiegi słowne, przyciąga uwagę, pokazuje możliwości w zasadzie nieograniczonej gry materią języka. Taka zabawa słowem zaczyna się od poetyckiego niemalże opisu zdarzeń zwyczajnych, aż szarych w swej powszedniości. Dalej zabawa słowem widoczna jest w mieszaniu stylów; z rozmysłem użyte potocyzmy („wywaliło podgrzewacz”) oraz frazy oswojone przez media („milenijna pluskwa”, „zachodni kapitał”) kontrastują z liryzmem w opisie krajobrazu. Dalej sentymentalny charakter skrawków wspomnień przerywany jest zgrzytliwymi i groteskowymi fragmentami w stylu: „tablica z napisem jak wyżej, a na niej suszące się stare gacie”, czy ironicznymi „są rzeczy na ziemi i niebie, o których nie śniło się nie tylko filozofom, ale i prezydentom, marszałkom, naczelnikom, ba – nawet sołtysowi wsi, który niejedno w życiu widział”.

Pogrywając językiem w ten sposób, Szymański przygląda się światu w jego skomplikowanym, złożonym zróżnicowaniu form, kształtów i barw. I właśnie te ostatnie – kolory – odgrywają w tej prozie ogromną rolę. Gra kolorami zaczyna się już w Złudnej bieli śniegu, gdzie ta biel właśnie postrzegana jest za fałszywą barwę, być może dlatego, że dostrzega się w niej wszystkie inne kolory: podskórne, nakładające się, ukryte – istniejące jednak. Bo proza Szymańskiego to właśnie taki ukryty opis impresyjny. Wcale nie odwzorowanie rzeczywistości jest tu najważniejsze, ale przekazanie samych odczuć, wrażeń wewnętrznych wywołanych przez tę rzeczywistość właśnie. Autor zbioru tak pięknie pisze o otaczających nas barwach, wydobywa je – te nazbyt oczywiste, by je dostrzegać – z elementów świata dookoła, zarówno tych natury „wyższej”, obecnych w „płócienkach” i olejach na ścianach galerii, jak i z towarów, co to „na straganie w dzień targowy”. I chyba w ten sposób Szymański daje odpowiedź na pytanie Miłosza o to, „co mamy do rozporządzenia, próbując nazwać splendor kolorów”. W Małym traktacie o kolorach Miłosz zwrócił uwagę na „pewną trudność opisu dokładnego i przyziemnego bez uciekania do metafor i porównań”. I, nawet jeśli nie taki był zamiar autora, to język Skrawków może stanowić odpowiedź na te rozważania, bo zdaje się być zupełnym zaprzeczeniem tego barwnego ubóstwa języka, o którym pisał autor we wspomnianym Traktacie. Sama niezależność koloru odgrywa w zbiorze tak ogromną i znaczącą rolę, że Wiesław Szymański maluje się w oczach czytelnika prawdziwym kolorystą. Tego terminu użył Stanisław Witkiewicz (ojciec), pisząc o dostrzeganiu i rozumieniu barwności natury oraz o poetyckich obrazach „komponowanych na kolor”. Szymańskiego można zaliczyć do piewców koloru; już Witkiewicz zauważył, że przenikające się „barwy lokalne i światła malują się nieporównaną prawdą”, a na to właśnie zwraca uwagę autor Skrawków, wskazując na szczególną rolę barwy zarówno w prozie jak i w życiu.

Kolory, światła, style, formy, wszystko wiruje, przeplata i łączy się ze sobą w tekstach Szymańskiego, tworząc urzekający pejzaż słów, myśli i pytań. Skrawki to proza, ale chyba jak w żadnej innej, tutaj szczególnie widoczne jest to, że tworzona była przez poetę… w dodatku poetę, który czuł i odbierał otoczenie całym sobą. Bo choćby prozą pisał, poeta zawsze wychodzi przed prozaika, zawsze dochodzi do głosu widzenie koloru, detalu, ruchu, niezwykłych metafor. Natura poetycka i refleksyjna stale wyziera spod praktycznych zadań życiowych autora. Może nie wyziera, a wybija się na wierzch, wychodzi przemocą tak, że czytając, momentami nie wiadomo, czy to jeszcze zapis rzeczywistości, czy już zachwyt nad urodą świata. A dzieje się tak w utworach Szymańskiego, ponieważ są one nie tylko prozą poetycką, ale przede wszystkim – prozą poety.

Stanowi ona uzupełnienie i doprecyzowanie stanowiska zajętego przez autora w jego poezji, bowiem to ta ostatnia właśnie miała ogromny wpływ na formę i styl tworzonej przez niego prozy. Wiesław Szymański, znany najczęściej z pisanych przez niego wierszy, nie tylko zrezygnował w Skrawkach z wersu, ale wykorzystał także wszelkie możliwości związane z samą prozą. Dokumentalny charakter, również sylwiczny, momentami luźna konstrukcja, w której wykorzystane zostały konwencje eseju, dziennika i reportażu, sprawiają, że poetycki wydźwięk tekstu staje się mniej oczywisty. Mieszające się ze sobą gatunki z pogranicza publicystyki i literatury naukowej przysłaniają liryczny wymiar tekstu, kontrastując swoją rzeczowością z pięknem bogatych metafor. Z kolei swoista mozaika stylów – przeplatanie się ze sobą tonu wysokiego i niskiego, języka poetyckiego, potocznego i medialnego, sprawia, że zbiór Szymańskiego staje się prozą tak artystyczną, w której wszelkie eksperymenty z materiałem, tradycją, rozmaitymi gatunkami, stylami i formułami twórczymi pozwoliły przekraczać, a nawet zacierać granice między poezją i prozą.

Być może to ciągłe zbaczanie w kierunku poezji, nawet przy pisaniu prozy, podyktowane jest stale obecnym u autora lękiem o „rodzaj”. Lękam się o poezję, pisał Szymański. I chociaż zaręczał, że wcale nie dlatego, że pisze się coraz więcej, a czyta coraz mniej i nie dlatego również, że prawdziwa poezja ginie, miażdżona kulturą masową, że przetrwać próbuje jedynie ta koleżeńska, wędrująca bez sensu z redakcji do redakcji, że ta prawdziwa chowa się w szufladach i brulionach przed „krytykami-obmawiaczami”, to właśnie takie jego wyliczenie pokazało, jak wiele mamy powodów, by się o tę poezję martwić. I może właśnie dlatego, przez tę obawę, o słowo, które jest coraz łatwiejsze oraz o sens, który coraz trudniej znaleźć, być może przez ten strach Szymański dba tak bardzo o słowo i o sens, starając się, by zachować ich piękno i prawdę, nie tylko w poezji, ale również w prozie. Być może dlatego jego proza jest tak plastyczna. Tak czuła i uważna. Miała ona przede wszystkim zapisać doświadczanie świata, a więc doświadczanie ulotne, nietrwałe, niezwykle eteryczne w swej naturze. I właśnie dbałość o słowo miała zagwarantować przetrwanie refleksji, obrazu widzianego przez chwilę, świata widzianego jako seria obrazów. Poetycki, ostrożny zapis stanowił więc gwarant utrwalenia doświadczeń.

I właśnie dzięki temu, Skrawki, pomimo swojej istotnej wartości osobistej, mogą przetrwać i przetrwają próbę czasu. Właśnie dzięki wspomnianej dbałości, dzięki subtelności dobieranych środków, pięknu słów i bogatej refleksji, proza Szymańskiego może wciąż zachwycać, zadziwiać i dotyczyć wszystkich pokoleń.

Zuzanna Rybarczyk

foto: pixabay.com

__________
Zuzanna Rybarczyk
(ur. 2004), uczennica II LO w Białymstoku (promowana do kl. 3), uczestniczka zajęć Pracowni Literatury Młodzieżowego Domu Kultury w Białymstoku. Tegoroczna laureatka Olimpiady Literatury i Języka Polskiego – edycja LI, r. szk. 2020/21.

 

 

 

Zobacz też

 

 

 

 

Zobacz komentarze (0)

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Przewiń do góry
Skip to content